RSS
 

Nie jest źle, ale…

10 lis

Nie jest źle, ale jednak tęsknię za kimś bliskim – za rodziną, przyjaciółkami, za M…, za kimkolwiek kogo znam dłużej niż miesiąc, dwa… Ostatnio oglądam sporo filmów, poprawiają mi nastrój. Głównie komedie. Czasem lubię obejrzeć sobie dramaty psychologiczne, coś z pogranicza horrorów itp. Ale po co mam się jeszcze bardziej dołować? I tak wiem, że świat jest jaki jest i ludzie są jacy są… Wolę się karmić tym co dobre, aby we mnie wyzwalało też dobro… :-)

Tęsknota

 

Krążąc myślami wokół siebie, innych, wszystkich i wszystkiego.

20 paź

Wciąż zastanawiam się w którą stronę pójść, bym ja była szczęśliwa, by innych przy tym nie urazić, by inni się ode mnie odwrócili, aby było zgodne z Jego wolą. Bywa to czasem bardzo ciężkie. No cóż to jednak prawda, że wczesna dorosłość, to taki etap w życiu człowieka, gdzie musi on podejmować bardzo wiele decyzji, a przy tym wypełniać wiele nowych ról społecznych. Może za bardzo się przejmuje tymi wyborami? Ciągle myślę jakby miało od tego zależeć całe moje życie. Owszem, w sumie tak będzie. Ale nawet ze złej decyzji może wyniknąć jakieś dobre. Ważne jest mieć cel i do niego dążyć. Ja go mam. Będę się starała dobrnąć do jego spełnienia.

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą”.

Piosenka, która pasuje ostatnio do mojego dość filozoficznego podejścia do życia: 



Mam nadzieję, że z tego myślenia coś mi w końcu wyjdzie. P.S Udaje mi się codziennie ćwiczyć ! :) 

 

Potrafię pięknie planować, ale z realizacją tych planów bywa o wiele gorzej…

17 paź

Zauważyłam, że znów o wiele więcej planuję niż robię. Zapisuję sobie w kalendarzu, że jutro lub za kilka dni zrobię to i to, przychodzi ten dzień, nie udaje mi się, potem znów sobie obiecuję, że w kolejnym dniu zrobię wiele pożytecznych rzeczy i… znów mi się niewiele z tych planów udaje. Czasem zastanawiam się dlaczego tak jest… Oto moje wnioski:

Po pierwsze jestem leniwa. Wolę robić najpierw robić to, co przyjemne, a potem to, co obowiązkowe. Po drugie jak mam wiele czasu to rzeczy obowiązkowe robię dłużej i pozostaje mi mało czasu wolnego, dlatego odkładam coś do zrobienia i odkładam, bo potem sobie mówię, że jak będę mieć niewiele czasu, to zrobię to szybciej, niż jak mam go wiele. Po trzecie lubię planować, marzyć, podejmować różne refleksje niż działać. Marzenie sobie o czymś jest dla mnie czynnością o wiele milszą, niż praca (czasem bardzo ciężka), dzięki której te marzenia mogą się zrealizować. Po czwarte nie potrafię dobrze dysponować swoim czasem. Ucieka mi on przez palce. Poświęcam wiele godzin na net, tv, a mało na swój własny rozwój, rozmowę z ludźmi, spotkania. Nie jestem osobą, która siedzi ciągle w domu i nie ma żadnego życia towarzyskiego, niemniej jednak wiem, że mogłaby robić o wiele, wiele więcej.

No dobra, już wiem jaka jestem. Teraz tylko pozostaje coś z tym zrobić. Tylko co? Hmmm…. Chciałabym dać sobie takie postanowienie, które będę wykonywać systematycznie, codziennie. Jedno małe postanowienie z jednej dziedziny życia. Takie na moje możliwości… Może to i powszechne, ale ciężko mi się za to zabrać systematycznie: Będę codziennie robić brzuszki. Moje ciało tego bardzo potrzebuje. Zaczynam od dziś ! Mam nadzieję, ze uda mi się to robić tak dobrze, jak codzienne zapisywanie moich wydatków. Robię to od 3 tyg. Dzięki temu zauważyłam jak wiele pieniędzy idzie mi na różne bzdety. Na przykład: Mam dużo jedzenia w domu, ale po drodze do niego kupię sobie a to batonika, a to kawałek pizzy. I tak codziennie, codziennie i się zbiera w ciągu miesiąca niezła sumka ! Dobra, zaraz kładę się na podłogę i trochę powyginam swoje ciało, a co by wyglądało cudownie :D Mój M. uważa, że wyglądam świetnie, aczkolwiek ja uważam (i moja rodzina też), że trochę już mi tego brzuszka za dużo przybyło.

A czy ktoś z Was ma jakiś sposób na motywację do działania? Co robicie, gdy musicie coś wykonać, a Wam się nie chce? ;)

Myślę

 

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej ! Witaj Polsko ! :)

10 paź

Przedwczoraj w nocy przyjechałam na weekend do Polski. Po koleżankę przyjechał chłopak, więc też się z nimi zabrałam. Jest fantastycznie ! :-) Tyle osób ucieszyło się, że przyjechałam. Pytają jak tam mi się żyje, czy mi się podoba itp. Jednym słowem jestem w końcu w centrum zainteresowania. Czyli to, co lubię, a czego za granicą mieć nie mogę, z powodu pewnych osób, jak i nie za dużej znajomości języka obcego, a raczej stresu związanego z mówieniem w tym języku. Udaje mi się odwiedzić, lub zobaczyć wiele osób z rodziny. Moi rodzice, dziadkowie, wujkowie, ciocie, kuzyni itd. są cuuudowni ! Dają mi odczuć, że im na mnie zależy, że się o mnie martwią, że… mnie kochają ! :-) Uczelnia też jest dumna z tego, że ich studentka kontynuuje studia za granicą. Moja była promotorka  tak się do mnie uśmiechała, była dla mnie meeega miła, często taka jest wobec mnie, ale wczoraj to już w ogóle, przeszła samą siebie :D

M. też się oczywiście bardzo cieszy, że jestem w Polsce. Nie może się on doczekać, kiedy się zobaczymy. No, ale cóż ja poradzę na to, że wiele osób chce się ze mną spotkać. Chciałam też odwiedzić rodzinę, jutro spotykam się z przyjaciółkami, trzeba też zakupy jakieś zrobić, bo jedzenie tam o wiele droższe. Przy okazji oczywiście – jak to ja – kupiłam sobie dwie śliczne bluzki ! Ale naprawdę takie przeeeeśliczne ! Była wyprzedaż, za 9.99 i 19.99. A naprawdę są o wiele więcej warte. Miałam przez chwilę wyrzuty sumienia, że ostatnio w każdym tygodniu kupuję sobie a to buty, a to bluzki, sukienkę… ale dostałam dzisiaj kaskę od dziadków i od cioci iiii wyrzuty sumienia poszły w siną dal, hehe :D Muszę sobie kupić trochę nowych ubrań bo… w „stare” się nie mieszczę ! Znów przytyłam… i to naprawdę sporo. Chyba naprawdę muszę ograniczyć słodycze. Ale to takie ciężkie. Dochodzi 23.30 a ja właśnie jem czwartą krówkę… Och, ciężko, ciężko. Zaczęłam codziennie ćwiczyć brzuszki, może zacznę jeszcze więcej ćwiczyć. Kurde, nie no, muszę coś zrobić z sobą, bo niedługo dobiję do 70 kg ! Już niewiele brakuje… Z niedowagi, którą miałam dwa lata temu zrobi mi się nadwaga… 2,5 lata temu ważyłam 15 kg mniej !!! Loooooooool. Niby dalej wyglądam na dość szczupłą, fajnie, że mam o wiele większy biust, ale ten brzuszek i boczki mogłyby zdecydowanie zmaleć… Co chwile sobie przypominam, że pasowałoby robić czegoś więcej, lub czegoś mniej. To straszne, że mam mało w swoim życiu spraw, które są w sam raz… Nie ma co się nad sobą użalać, trzeba działać :)

Na koniec przybliżam Wam postać Nick’a. Mój M przesłał mi kiedyś pewien film/filmik. Cyrk Motyli. Nick gra w nim główną rolę. Świetny ! Dla tych, którzy uważają, że ich życie nie ma sensu, że coś ich przerasta, że z czymś sobie nie dadzą nigdy radę: 

 

Nocne rozmyślania… Przedstawiam Wam Nick’a :)

04 paź

Noc… Znów późno. Ostatnio chodzę spać ok. 3.00-4.00. Jakoś tak wychodzi, że dużo myślę, przeglądam strony, słucham muzyki, daje mi to więcej satysfakcji niż nocne imprezy. Owszem, wychodzimy wieczorem na miasto, ale w tym tyg wracamy tak ok 23-24.00. Nie potrafiłabym imprezować każdego dnia przez  miesiąc, albo nawet co drugi dzień. Wolę przez kilka dni posiedzieć w domu (tzn w akademiku), poczytać książki, pogadać ze „starymi” znajomymi przez skype’a. A nie uganiać się za nowymi, chwilowymi znajomościami. 

Dużo rozmawiam z M i siostrą. Tak od serca. Dobrze to robi na moją roztargnione głową. Przez ostatnie tygodnie trochę się opieprzałam, tłumacząc się tym, że muszę się zaklimatyzować w nowym mieście, nowym kraju. Się zaklimatyzowałam, więc muszę zacząć jakoś bardziej owocnie spędzać swój czas, np nauczyć się nowego języka, którym tutaj powinnam się posługiwać, a nie posługuję bo jest podobny do polskiego :D Jednakże podobny, a taki sam, to co innego, o czym mogę się czasem przekonać na wykładach :P Zaczynam nie od jutra, ale od dziś ! :) Trzymajcie za mnie kciuki :D

Poniższy obrazek przedstawia Nick’a Vujicic’a z jego własnym synkiem. Facet nie ma rąk i nóg, a ma kochającą i piękną żonę oraz synka ! Wszystko jest możliwe ! Dzięki świadectwu życia tego człowieka, nie raz potrafiłam się nie załamać, powiedzieć sobie, że dam radę, że jestem w stanie się podnieść po kolejnej małej czy większej porażce, że nie musi nawet we mnie ktoś wierzyć, aby mi się udało ! Jestem wierząca, więc wiem, że z bez pomocy Boga ciężko byłoby mi wyjść z niektórych sytuacji, ponieważ żaden człowiek nie potrafił uleczyć mojego serca, tak jak Bóg. Na szczęście obdarza on ludzi różnymi darami. Nick Vujicic jest niepełnosprawny, chciał popełnić samobójstwo, jego życie nie miało dla niego sensu…  A teraz? Pomaga innym odnaleźć sens życia, szczególnie tym, którzy wierzą w Niego (Boga), ale nie tylko… Wystarczy posłuchać kilka świadectw jego życia. Są mega ! :) Będę starała się wrzucać na tego bloga niektóre z nich ;)

Dasię

 

Zaczynam tęsknić coraz bardziej…

30 wrz

Tęsknię… Każdego dnia coraz mocniej… Szczególnie wieczorami… Za rodziną, M., przyjaciółkami, znajomymi, a nawet i za pieskami… Może to dlatego, że niedługo (za tydzień) jadę do Polski i nie mogę się tego doczekać. Albo dlatego, że zaczyna mi się tu nauka i wiem, że będzie ciężko, nie zawsze łatwo, przyjemnie, a w takich chwilach najczęściej lubię być z bliskimi.

Ogólnie jest fajnie, ale sycę się tymi chwilami ciszy, spokoju, we własnym pokoju. Najchętniej to widziałabym u swego boku M. Odwiedził mnie już w ten weekend. Przyjechał o 24.00. Byliśmy obydwoje bardzo zmęczeni, ale poszliśmy spać dopiero o 5.00, bo nie mogliśmy nacieszyć się swoją obecnością :) Dobrze, że przyjechał akurat teraz… :) Ja chcę się zmienić na lepsze, on też, więc to już jest dużo, bardzo dużo. Żyję nadzieją. Czuję, że będzie coraz lepiej. Już tego doświadczam :) 

Chciałabym za 3 lata móc zasnąć przy jego boku i obudzić się również przy Nim… Może to takie mało oryginalne wyznanie, ale dla mnie bardzo szczere i mocne…

image

 

W końcu trochę normalniej.

23 wrz

W końcu trochę spokojniej i tak codziennie. Moi znajomi lubią jak się ciągle coś dzieje, jak się co chwilę gdzieś wychodzi, robi coś niesamowitego, oryginalnego itp. A ja lubię czasem po prostu posiedzieć sobie w pokoju i poczytać książkę, albo porozmawiać z bliskimi przez neta. Nie potrafię tak dzień w dzień imprezować, mieć u siebie gości lub gościć się u kogoś. Choć ostatnio to częściej ktoś u mnie był, niż ja  u kogoś. 

Zajęcia jak narazie bywają znośne. Niektóre nawet są bardzo fajne – dzięki miłym wykładowcom. Jednakże ciężko jest mi się przyzwyczaić do tego, że to już koniec wakacji… Po prostu fajnie mi tu jest, nawet w tym moim akademickim pokoiku. Aktualnie nie chce mi się uczyć, a tym bardziej wstać rano na zajęcia. Dobrze, że tylko w jeden dzień mam na 8.00. A czw i pt wolne :D

Z M. jest… dobrze. Chciałabym z nim się spotkać, nie dlatego, że bardzo za nim tęsknię, ale dlatego, że chciałabym sprawdzić swoje własne uczucia, a raczej emocje. Czy będę się radować z jego obecności? Czy raczej będzie mi to obojętne? Czy będę miała ochotę na bliskość z nim, czy wręcz przeciwnie? Czy zobaczę w nim faceta, czy dalej niepewnego, zalęknionego chłopczyka? Możliwe, że za 2,5 tyg się dowiem. 

kawa

 

Myślę myślę, myślę i mam nadzieję, że coś mądrego wymyślę…

18 wrz

Przemyślenia

Już minęło 1,5 tyg odkąd jestem w nowym miejscu, w nowym kraju… Znów dzień minął mi tu bardzo szybko. Kolejne fantastyczne przeżycia, kolejni nowo poznani ludzie, kolejne chwile pośród mężczyzn, którzy tak mocno odbiegają od M i tak bardzo mnie pociągają… Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czy to tylko emocje, które są i pójdą, czy jednak jest to pewnego rodzaju głos serca i pragnień, tak mocno wypieranych? 

Dzisiaj wieczorem poszłyśmy z Boyami do pubu na bilarda. Potem spacerowaliśmy po tym jakże pięknym mieście. Usiedliśmy na ławce przed grającą fontanną – jest cudowna. Sz. poprosił mnie do tańca. Zaczęliśmy tańczyć, ludzie jacyś zaczęli nam klaskać. Tańczył świetnie, ale jak S. zaczął ze mną wywijać, to och… z nikim mi się tak nie tańczyło. Był bardzo blisko mnie. Jego ręce dotykały mnie tak pewnie, prowadził stanowczo, a jednocześnie delikatnie… Obrócił mnie, potem przechylił, swoim nosem, dotknął mojego noska, popatrzył mi się głęboko w oczy… Tak jakby chciał się spytać, czy chcę… Nie powiedziałam nic, ani nie wykonałam żadnego gestu. Może to i dobrze. Potem znów zaczął ze mną tańczyć jak gdyby nigdy nic. Ale moje serce zabiło mocniej… 

Wiem, że mój M. nigdy tak ze mną nie zatańczy. Wiem, że nigdy nie będzie choć trochę tak pewny jak S. Wiem, że nie umie tak czarować jak S. Wiem, że nie będzie doprowadzał mnie do takich przeżyć, jak mógłby on lub inny podobny do niego… Z drugiej strony… Wróciłam po tym kolejnym wieczorze pełnym wrażeń. Usiadłam do laptopa. Włączyłam skype’a. Zaczęłam rozmawiać z Moim Ukochanym. Rozmawialiśmy z 1,5 h. Zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo potrzebuję, aby się komuś wygadać, żeby mnie ktoś wysłuchał, zrozumiał, pocieszył, a on wspaniale zaspokaja tą moją potrzebę ! Jak nikt inny ! Z M. i S. fajnie się wygłupia i tańczy, ale wiem, że by mnie nie zrozumieli tak jak on… 

Zdaję sobie sprawę również z tego, że gdybym miała zrezygnować z M. to nie bylibyśmy już przyjaciółmi, a jest on moim najlepszym Przyjacielem ! Nie wyobrażam sobie swojego życia bez niego… Może TO jest właśnie ważniejsze ! Nie jego wzrost, wygląd, brak pewności siebie, to że nie umie dobrze tańczyć, itp. Ważne jest to, że jest moim prawdziwym Przyjacielem, podporą, wsparciem, pocieszycielem… Kimś kto dodaje otuchy, pewności, wlewa radość i spokój…

Mam jeszcze kilka miesięcy na przemyślenia… Muszę wszystko w swojej główce sobie na spokojnie poukładać, wyciszyć emocje, dać jakieś postanowienia…

 

Zaczynam nową układankę

15 wrz

Eramus. Dzieje się dużo. Wystarczyło, że zadałam sobie kilka pytań: Co naprawdę chcę robić w życiu? Dlaczego nie jestem taka, jaka chce być? Czy opłaca się, aż tak przejmować tym co mówią inni? Czym się sugeruję w podejmowaniu swoich decyzji? Co na nie wpływa? itp. itd. I najważniejsze: Co z Krucjatą i co dalej z M? Jak rozpoznać czy ta droga, którą kroczę jest tą? Czy ją zmienić? A jeśli tak, to kiedy będzie najlepszy moment na to? Dużo myśli, dużo rozmów, dużo zdarzeń…

Jedno wiem. Nie chcę żadnej decyzji podejmować pochopnie. Nie chcę działać pod wpływem emocji. Ale z drugiej strony… Tylko wtedy, gdy żądzą mną emocje, mam odwagę na zmiany…

WPrzód

 

Przedwyjazdowy kogiel-mogiel

04 wrz

Wiedziałam, że przed wyjazdem będę mieć niezłe zamieszanie, bo zawsze mam szczęście, że nawet jak nie zostawiam coś na ostatnią chwilę, to wyskoczy coś niespodziewanego. Jesień się zbliża więc w ogrodzie trzeba robić porządki. Co chwilę sobie przypominam, że czegoś nie mam i jeżdżę na zakupy. Obiecałam pewnemu facetowi, że mu poprzepisuje papiery – płaci z 15 zł za h więc jak tu nie skorzystać, gdy przed wyjazdem każdy grosz się przyda. W domu gotowanie obiadów i obieranie grzybów bo co drugi dzień tata przynosi, pranie chciałam zrobić dla siebie, to co trochę ktoś doniósł po kilka swoich rzeczy i czułam jakbym zrobiła je dla całego wojska. A na dokładkę mnóstwo osób chce się ze mną spotkać, aby mnie pożegnać. Tylko czemu cholera to ja mam do nich jeździć w odwiedziny a nie oni do mnie? No ale jak tu odmówić dwóm ciężarnym kobietom, chorym babciom, zapracowanej koleżance z tysiącami kłopotów itd?

Dziś w południe, tuż przed tym gdy pomyślałam sobie, że zostały mi 2 dni do wyjazdu i wychodzi na to, że ze wszystkim zdążę, zadzwoniła mama, że zmarł drugi mąż mojej prababki (mój przyszywany pradziadek). Pogrzeb pojutrze. Mieszkał prawie 100 km od nas więc… hmmm… Większość soboty nam to zajmie. Powiedzenie, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca jest dobre. Kurde, miał 93 lata. Tyle żył i akurat zmarł wtedy, gdy ja mam największy kogiel-mogiel w moim życiu. Dobrze, że nie miałam z nim bliskich kontaktów i był dla mnie raczej jak obcy człowiek. Płakać z powodu jego śmierci raczej nie będę. Ale na pogrzeb jednak wypadałoby pójść… AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa…………………………… :roll: